O autorze
Związany z branżą marketingu i nowymi mediami. Doradza w zakresie strategii marketingowej oraz wykorzystania mediów społecznościowych w działaniach promocyjnych. Bloger (mediafeed.pl) piszący o niestandardowych formach reklamy, marketingu i nowych technologiach. Trenuje biegi długodystansowe, celuję w udział w Ironman Triathlon.

Zimny Półmaraton Warszawski

Jadąc do Warszawy na wiosenne przetarcie nie spodziewałem się, że kilka stopni poniżej zera może tak skutecznie wpływać na nastrój przed biegiem. Wszystko jednak "odpaliło", a imprezę pozwoliłem sobie uznać za bardzo udaną. Jedną z lepszych, na jakich mogłem się ścigać. Wszystko mnie jeszcze boli, ale będąc w stanie euforii, postanowiłem napisać kilka słów nt. zawodów. Jeśli gdzieś znajdziecie byka, wybaczcie - padam.

Od kilku sezonów planowałem start w Warszawie, jednak zawsze coś stawało na przeszkodzie. W tym roku postanowiłem, że po prostu "muszę". Wszystko inne stało się mniej ważne. Szczególnie, że bardzo poważnie potraktowałem ten start. Po całej zimie (która nadal za oknami), potrzebowałem, jak co roku, naprawdę ciekawego wyścigu, odskoczni od reżimu treningowego. No i ten niezapomniany klimat, atmosfera, poczucie bycia częścią "czegoś" większego. Nic nie zastąpi tego uczucia, to chyba, w moim przypadku, jeden z najważniejszych powodów, dla których tak mocno wkręciłem się w bieganie, a teraz w triathlon. Nie wiesz o czym mówię? Zacznij trenować i przekonaj się sam!

Po przyjeździe do Warszawy w sobotę z rana, obowiązkowe rozbieganie i 30 minut spokojnego biegu. Mało, bo miał zostać apetyt na niedzielę. W jedną stronę biegło się wspaniale. Do kolegi, z którym startowałem, mówiłem: "jeśli TO ma być TO zimno, to jak dla mnie jest świetnie". Długo nie musiałem czekać. Wystarczyło przebyć drogę powrotną do hotelu, bym mógł gryźć się w język i czuć obawę przed nadchodzącym startem. Było BARDZO zimno. Zdarzało mi się trenować przy 18 stopniach mrozu, ale trening to jedno, a walka o czas, to drugie. "Co będzie, to będzie", pomyślałem i wróciłem odpoczywać do hotelu.

W niedzielę po krótkim rozciąganiu od razu udaliśmy się pod Stadion Narodowy. Nic lepiej nie motywuje i nie cieszy, niż kilkanaście tysięcy biegaczy dookoła. Wszędzie, w każdym zakątku. Wydłużona rozgrzewka, spowodowana niską temperaturą, tylko budowała pozytywne napięcie. Zauważyłem też truchtających Maćka Dowbora i Łukasza Grassa, zapalonych triathlonistów. "Fajnie" - pomyślałem, będziemy rywalizować! (Łukasza parę razy "widziałem", od Maćka byłem szybszy). Po wystrzale, przy dopingu Maćka Kurzajewskiego, całe zimno znikło, w dodatku pojawiły się promyki słońca.



Bieg mógłbym nazwać jednym z moich najbardziej równych. Widać, że intensywne, zimowe treningi, zaciągnięte w napięty plan treningowy, dały swój efekt. Przez całą trasę biegłem równo i tylko na podbiegu przy Belwederze, troszkę mnie "postawiło". Na 3 km przykrą niespodziankę sprawił mi mój pulsometr, a raczej pasek, mierzący puls. Po prostu odpiął się, a ja nie miałem ochoty tracić czasu na jego zapinanie. Wylądował więc w kieszeni. Nigdy mi się to nie zdarzyło, a trenuję prawie 5 lat. Dla mniej wtajemniczonych. Bieg bez pulsometra (dla wychowanych na kontroli tętna), to jak jazda z zamkniętymi oczami na autostradzie z 5 pasami. Ale tym razem szczęśliwie "dojechałem".

Na mecie troszkę marudziłem, że zamiast 1:33 spokojnie mogło być lepiej, bo czułem się naprawdę dobrze na trasie, ale biorąc pod uwagę pogodę, nie mogę też zbytnio narzekać. Poniżej 1:30 zejdą następnym razem. Ten start był narzędziem, a nie celem :)

Jeśli chodzi o działania promocyjne w trakcie imprezy, rywalizację zdecydowanie wygrała marka Adidas, będąca głównym/jednym z głównych sponsorów biegu. Przedstawiciele firmy, założonej przez Adiego Dasslera, obecni byli wszędzie. Począwszy od biura zawodów, i największe stanowisko wystawowe, poprzez miasteczko biegaczy oraz całą trasę zawodów, na mecie kończąc.

Warto wspomnieć o niestandardowym działaniu marki. Tuż przed startem, nad głowami biegaczy kilkukrotnie przeleciał samolot, z doczepionym napisem "Magda is all in". Dopytałem osoby, zajmujące się promocją marki Adidas, o co chodziło (nie śledziłem całej kampanii). Otóż na transparencie pojawić mogło się imię osoby, której znajomy wygrał konkurs na fanpage'u marki. Ciekawe i zwracające uwagę. Gdy dobiegałem do mety, napis na transparencie brzmiał już "Boost Warsaw". (Boost to nowy model butów do biegania Adidasa).

Podsumowując, impreza jak najbardziej udana, w dodatku rekordowa. Pierwszy raz w historii zawodów w Polsce, bieg ukończyło ponad 10 000 biegaczy. To świetnie dowodzi temu, że trend biegania dotarł do nas na dobre i ma się rewelacyjnie.
Trwa ładowanie komentarzy...