Nie zapadajmy w sen jesienno-zimowy

Przed nami najgorszy okres w kalendarzu. Ponura jesień i jeszcze bardziej dołująca zima. Nie wiem jak dla Was, ale dla mnie, to najdłuższe i najbardziej monotonne dni w roku. Taka sytuacja, zdaniem wielu, nie sprzyja uprawianiu sportu. Mniej się chce, trudniej o mobilizację. Ale przecież trzeba! Nie można wiecznie siedzieć na przysłowiowej "kanapie"!

Druga połowa roku to dla sportowca okres specyficzny. Często trudny. Ograniczenia pogodowe nakładają na niego bowiem konieczność treningów w zamkniętych pomieszczeniach, bez odpowiedniego dotlenienia, atmosfery. Nie jest to motywujące, często wręcz żmudne i jednostajne. To wszystko prawda. Niemniej jednak, to właśnie jesień i zima są miesiącami, które przez trenerów nazywane są "orką", której efekty powinny przyjść piękną wiosną. Wspomniana "orka" to nic innego, jak tygodnie ciężkiej pracy w oparciu o przygotowany plan treningowy. To litry wylanego potu i niekończąca się walka z własnymi słabościami. Bo komu z Was chciałoby się co drugi dzień (lub codziennie) wstawać o 5 rano, aby iść biegać lub odśnieżać samochód i pędzić na basen, by skąpać się w zimnej wodzie? Jak widać, "orka" to również intensywny trening silnej woli i psychiki.

Pisząc to, nie mam na myśli jedynie zawodowych sportowców lub też "zapalonych" amatorów (do nich sam siebie zaliczam). Mówię o wszystkich, którzy chcą w swoim życiu "coś" zrobić. Wyłączyć telewizor, zejść z kanapy, fotela, odłożyć niezdrową żywność, zająć się sobą. Rozpocząć treningi i pracę nad własnym ciałem i umysłem w okresie jesienno-zimowym nie jest łatwo. Nie ma jednak na co czekać. Start nawet najmniejszych treningów, spacerów, pierwszych przebieżek, wyrwania się do klubu fitness potraktujcie jako pierwszy krok w ćwiczeniu silnej woli. Im częściej wyjdziecie z tej potyczki zwycięsko, tym łatwiej przychodzić Wam będą kolejne treningi. Na wiosnę natomiast, będziecie żyli każdą kolejną okazją do pozytywnego "umęczenia" swojego organizmu. Będzie Wam tego brakowało w dniach, w których zaplanujecie sobie odpoczynek. Będziecie chcieli więcej.

Ja nadchodzący okres, który sam nazywam "sportowym snem zimowym" (dość przewrotnie, bo bynajmniej nie przesypiam tego czasu, wręcz przeciwnie!) mam zamiar spędzić na naprawdę intensywnej "orce". Kolejny sezon startów z wieloma wyzwaniami triathlonowymi przede mną. Dzięki długofalowej współpracy, którą nawiązałem z marką Merida Polska w przyszłym roku będę mógł ścigać się na jednym z najlepszych rowerow aero na świecie. Ten fakt mocno mnie mobilizuje.

Plan na zimę jest więc napięty: zajęcia ze spinningu, bieganie na bieżni i świeżym powietrzu, intensywne treningi na basenie. Do tego trochę ćwiczeń na wzmocnienie sylwetki i budowę siły... Na wiosnę powinno być dobrze. Szczerze, to już nie mogę doczekać się przyszłorocznych startów. Fakt, jestem skrajnie uzależniony. Jest mi cholernie źle, gdy nie mogę się zmęczyć, gdy nie mam kolejnego celu do zrealizowania, gdy nic mnie nie boli, a schodzenie po schodach przychodzi z łatwością. Toleruję ten stan, jednocześnie wertując internet w poszukiwaniu kolejnych zawodów, kolejnych wyzwań.

Głupia rzecz. Niedawno z podekscytowaniem wybierałem nową piankę do pływania na otwartych akwenach na przyszły rok. Poszukiwania sprzętu naprawdę bywają ekscytujące. W ostateczności, moja nowa "druga skóra", przyjedzie do mnie z Wielkiej Brytanii. Nie mogę się już jej doczekać, choć pierwsze testy odbędzie niestety na olimpijskim basenie, zamiast w warunkach naturalnych. Mała rzecz, a cieszy. Tak cieszą się uzależnieni. Takiego uzależnienia Wam życzę.

Nie traktujcie więc jesieni i zimy jako złego czasu na rozpoczęcie ćwiczeń. Nie przekładajcie na kolejne tygodnie realizacji obietnic, składanych samym sobie. Zacznijcie robić to dzisiaj. Cokolwiek, ale konsekwentnie. Sprawdzajcie, co Was cieszy najbardziej w sporcie. Reszta przyjdzie z czasem. Nie każcie Waszemu organizmowi zapadać w sen jesienno-zimowy. W przeciwnym razie, na wiosnę możecie mieć problemy z porządnym "dobudzeniem się".

You can do it!
Trwa ładowanie komentarzy...