Mam wirusa, przesyłam go dalej! Najpopularniejsza aktualnie reklama w Internecie.

Tworzenie reklam nie należy do najlatwiejszych zajęć, biorąc pod uwagę ilość konkurencji, nowych produktów lub choćby zmienne gusta klientów. Inną, aktualnie chyba jedną z największych przeszkód na drodze do serc odbiorców, jest brak wyróżnika oraz genu wirusowego w reklamie, który rozniesie ją po świecie bez wysiłku ze strony jego twórców.

23 miliony. To sporo prawda? I to bez względu na to czego dotyczy ta wielkość. Aby być bardziej precyzyjnym powiem, że to suma wyświetleń w Youtube reklamy telewizji kablowej TNT, która w ostatnich dniach zawładneła internetową społecznością (video poniżej). Liczba ta nie jest w stu procentach precyzyjna. Wpisałem bowiem nazwę reklamy w wyszukiwarce i zacząłem sumować pierwsze kilkanaście wynikòw. Gdyby zrobić to bardziej precyzyjnie, wynik z pewnością byłby jeszcze bardziej imponujący.





Co takiego jest w tej reklamie, że stała się takim hitem? Proponuję prosty test. Jednych zwolni on z czytania tego artykułu, innych niestety jeszcze przez chwil kilka będę musiał pomęczyć. Do testu podejść mogą jedynie osoby, które obejrzały powyższy spot, ale to chyba oczywiste. A więc, jeśli po jego obejrzeniu opublikowałeś link do niego w jakimkolwiek serwisie społecznościowym, przesłałeś go komuś mailem lub za pomocą komunikatora, opowiedziałeś komuś o nim na tyle dokładnie, by miał szansę odnaleźć go w sieci, możesz odpuścić czytanie dalej. Jeśli nie wykonałeś żadnej z powyższych czynności, zostajesz.

O co chodzi? Dlaczego niektóre reklamy rozpowszechniają się jak dobry news w telewizji informacyjnej i zapadają w pamięć na lata, a inne mimo dużego budżetu i często bardzo dobrej realizacji po okresie najbardziej intensywnej ekspozycji w mediach wpadają w odchłań zapomnienia? Bo nie posiadają w sobie genu wirusowego!

Czas reklam w stylu ”kiełbacha na cały ekran i wielka cena na czerwono” dawno minął. Korzystają z tego modelu reklamy sieci handlowe, ale im nie zależy na kwiecistych spotach i wirusowym rozprzestrzenianiu się reklam, które i tak tydzień w tydzień promują kiełbasę Podwawelską lub dwa proszki Vizir w cenie jednego.

Film akcji rozgrywajacy się w zwykłym cichym miescie w Belgii jest dziś prawdopodobnie najbardziej popularnym filmem reklamowym na całym świecie I nic dziwnego, bo ma wszystko, czego trzeba, byś wziął link do niego prowadzący w swoja wirtualną dłoń i podał go kolejnym osobom z grona Twoich znajomych, ci zaś przekażą go kolejnym i tak dalej... To właśnie jest magia mechanizmu wirusowego. Coś, co nas intryguje (zresztą świadków akcji również - zwróćcie uwagę na ich miny w filmie) i bawi w tym filmie powoduje że bez niczyjej namowy wysyłamy go dalej czekając jedynie na reakcję innych. Tak po prostu, ponieważ chcemy, by ktoś miał ubaw podobny do naszego.

Takie powody rozsyłania reklam to marzenie każdego marketera i agencji kreatywnej - stworzyć spot, który będzie na tyle ciekawy, by rozprzestrzeniał się samoistnie, by blogerzy pisali o nim bez końca, dziennikarze wspominali o nim na swoich serwisach, Szkło kontaktowe emitowało je niby przypadkiem, a przysłowiowy Kowalski nie mógł oderwać oczu od ekranu komputera, powtarzając "jakie to jest dobre” i stale przesyłając dalej...
Trwa ładowanie komentarzy...